|
|
wtorek, 30 stycznia 2007
czwartek, 21 grudnia 2006
Wigilia
Mimo że, jak powszechnie wiadomo, wigilia zwykle przypada 24 grudnia, jednak władze grupy A drugiego roku Technologii Chemicznej na PP wyznaczyły dzień 15 grudnia na dzień wigilii grupowej. Trzeba przyznać, że zarząd grupy(z Frankiem na czele) cieszy się posłuchem u reszty grupy, gdyż na wigilii stawili się wszyscy, z wyjątkiem najbardziej konserwatywnych jednostek(oni koniecznie chcieli dwudziestego czwartego). Za moim wstawiennictwem, administracja DS4 wyraziła zgodę na to by owa wieczerza odbyła się w - niewątpliwie najlepszym pokoju w akademiku - 113. Niestety, pomimo najlepszych chęci, wigilia była nieudana. Co prawda małą ilość wina rekompensowała wyśmienita ryba po grecku(nie chwaląc się, mojego autorstwa) oraz niewiele gorszy sernik, jednak odczuwam niedosyt: Czy to niefortunnie wybrana data spowodowała brak Mikołaja i prezentów? Czy to brak śniegu spowodował nieobecność odpowiedniej wersji „Let it snow” na DC? Czy to wspomniany wyżej deficyt wina spowodował brak kolęd? Nawet Becia była jakaś nieswoja – mimo, że zajęła się szatnią(wbrew głośnych protestów Niemczola), nic nie zginęło. No cóż… miejmy nadzieję, że przynajmniej sylwester(już wiadomo - nie zostanie przełożony na żaden inny dzień, a odbędzie się, jak Pan Bóg przykazał 31 grudnia) będzie bardziej udany…
niedziela, 17 grudnia 2006
Andrzejki
Jak to zwykle bywało w latach poprzednich, tak i w tym roku dzień 30 listopada był dniem andrzejek. W tym roku postanowiliśmy spędzić je kulturalnie, jak przystało na studentów drugiego już roku. Nasza niezapomniana impreza andrzejkowa miała miejsce w świeżowymalowanym mieszkanku Izy… Kultura owych andrzejek miała objawić się w niezliczonej ilości smakowitych dań. Na stół(ogrodowy niestety) wjechały zatem klopsiki, sałatka grecka, ciasto(z niezbyt twardą kruszonką), sałatka z tuńczyka, żeberka(jak twierdzi ich autorka – w sosie własnym), jajka faszerowane i - jak się później okazało - danie wieczoru - sałatka z zupek chińskich, nie chwaląc się, mojego wykonania(jak się spodziewam, w komentarzach posypią się teraz protesty Justyny H. że niby ona też robiła…wyjaśniam z góry – Franek robił, Justyna, co najwyżej, zmywała naczynia). Pragnąc uprzedzić fakty, zamieszczam od razu przepis na ów smakołyk, o który na pewno będziecie się domagać. Przestrzegam jednak, że przepis to nie wszystko – nie jest to danie łatwe do wykonania dla niedzielnego kucharza, mnie jednak wychodzi wyśmienicie. Tak więc: Składniki: 4 zupki chińskie czerwone ‘vifon’; Puszka kukurydzy; Pęczek szczypiorku; 2 łyżki majonezu; 2 czerwone papryki; 6 ugotowanych na twardo jajek. Wykonanie: Zupki pokruszyć, wsypać przyprawę i zalać dwiema szklankami wrzątku. Pierś kurczaka pokroić w kostkę i usmażyć na olejku z zupek z dodatkiem zwykłego oleju. Jajka, szczypiorek i paprykę posiekać. Wymieszać wszystkie składniki.
Wracając do andrzejek... Jak łatwo się domyślić, nie obyło się bez wróżb. Co prawda roztopiony wosk zalał nieco ścianę i podłogę, jednak nie wywołało to napadu wściekłości zarówno gospodarza jak i gospodyni całej imprezy. Nie pamiętam do końca co się komu wywróżyło, jestem jednak pewien, że wyjąłem z wiadra z wodą kawałek wosku w kształcie walizki pełnej banknotów studolarowych. Następną wróżbą, była wróżba z butami… Nie wiem dokładnie o co w niej chodziło, w każdym razie wyszło na to, że Justyna w niedalekiej przyszłości poślubi Misia. Dalsze wydarzenia, nie wiedzieć czemu, pamiętam jak przez mgłę: ktoś gasił światło, ktoś szukał go w lodówce…ktoś złapał kogoś za pośladki, ktoś o mało co tego kogoś nie uderzył…ktoś odbił owal swojej tłustej głowy na ścianie…na szczęście Becia nie ujawniła swoich kleptomańskich skłonności, bo o ile mi wiadomo nic nikomu nie zginęło. A ja, znudzony nieco, postanowiłem spocząć na ramieniu tej, która, prawdę mówiąc nie tylko zmywała naczynia, ale i po mistrzowsku posiekała paprykę. Żeby nie być gołosłownym zamieszczam poniżej kilka zdjęć, na dowód że te andrzejki naprawdę się odbyły. Resztę możecie zobaczyć na www.anionzelazatrzy.wot.pl
piątek, 08 grudnia 2006
Spirytus akademicki
Zasłyszane gdzieśtam…: -Ty, ale niedobra mi ta cytrynówka wyszła… Zrobiłem ze sztuczną cytryną… -Poje**ło cię!! Przecież tam w ogóle nie ma witaminy C, a to ma być zdrowe…to ma leczyć…
czwartek, 23 listopada 2006
Blood
Dnia 15 listopada, dokładnie cztery dni po święcie odzyskania niepodległości przez naszą ukochaną rzeczpospolitą pojawiłem się zupełnie przypadkowo na parterze budynku BM. Moją uwagę zwrócił niecodzienny tłok w okolicy sali nr 6. Szybko okazało się, że zainteresowanie studentów budzą darmowe czekolady. Szybko okazało się również, że czekolady nie są do końca darmowe. Wyjaśniam: osiem czekolad ‘goplany’, szynka w puszce i niewielki soczek w kartoniku są, owszem, dostępne dla każdego, ale za cenę czterystu pięćdziesięciu mililitrów krwi, przy czym nie ma znaczenia czy krew jest grupy zero, A, B, czy AB, bez znaczenia jest również obecność(lub nieobecność) czynnika Rh. Oczywiście dla prawdziwych altruistów(Izy, Kasi, Madzi i Dudena) i megaaltruisty(Franka) czekolady nie odgrywały żadnej roli. Po prostu chcieliśmy(a Franek w szczególności) pomóc potrzebującym, którzy w niekoniecznie do końca wyjaśnionych okolicznościach, utracili część tego jakże potrzebnego do życia płynu, jakim jest krew.
...a mowił że jego jest błękitna... ...oczywiście z gadżetem w ręku...ona bez gadżetu nie dojdzie... ...ubytek krwi uzupełnialiśmy niezbyt wysokoprocentowymi drinkami... ...no i kolejna która bez gadżetu nie daje rady... ...Franek miał prawo sie nieco osunąć, w końcu był najambitniejszy i oddał ponad dwa litry krwi... |